pora deszczowa

No images found

Jest po północy. Leżę i nasłuchuję. Pada. Ciągle pada. Nie wiem ile to już godzin, 15? 20? Jest ciemno, bardzo ciemno.

Rano odwiozłam jeszcze młodego do szkoły. Padało, ale od jakiegoś czasu właściwie codziennie pada rano. Kilka kropel, nawet nie biorę kurtki. Jedziemy jak zwykle drogą pełną kałuż. Za każdym razem wjeżdżając w kolejną zastanawiam się czy wyjadę. Żeby dotrzeć do miejsca, gdzie młodego odbiera szkolny autobus, muszę przejechać przez wieś, wieś – slums, nie ma asfaltu, nie ma żadnych odprowadzeń wody. Ale nikt nie myśli o tym w tych upalnych miesiącach, kiedy deszcz jest tylko mglistym wspomnieniem, kiedy nie można kupić masła, bo jest susza i wszystko co krowom uda się wyprodukować sprzedawane jest w postaci mleka! Po drodze do domu przypomniało mi się, że muszę kupić jajka i chleb. Od dzisiaj będę już zawsze pamiętała o zapasach! Zapasach suchych, ewentualnie takich, które nie wymagają chłodzenia, a już na pewno mrożenia! Kiedy wracam do domu pada co raz mocniej. Deszcz zacina bez przerwy, woda przelewa się przez rynny, w każdym razie w naszym domu, inne domy w tej okolicy nie mają rynien. Nie mają też często okien, bieżącej wody i prądu. Dzieciaki bawią się tocząc opony od rowerów… kiedy przejeżdżam zawsze się podrywają i biegną…. Mzungu, mzungu… (biała, biała)… na początku mnie to śmieszyło, dziwiło, nie przeszkadzało… było jak w tych książkach o białych kobietach lądujących na afrykańskich odludziach. Nigdy nie stało mi się to obojętne, teraz za każdym razem kurczy mi się żołądek, jest wściekła! Motocykle parkują na środku drogi, zabierają ten jej wąski skrawek gdzie można zaczepić koło, żeby całym autem nie wjechać w kałużę. Czasami ich omijam, czasami się wściekam i każe zabierać motory, bo zadzwonię na policje… Policji się boją, wszyscy co do jednego, włącznie ze mną. Policja nie jest tu dla obywateli, nie pomaga, policja zbiera haracze i zamyka tych najmniej winnych, których nie stać na łapówki. Mzungu przelicza im się w głowie na monety. Mój kolor skóry oznacza tu bogactwo, którym należy się podzielić. Zabierają motory ponieważ nie wiedzą, że po kilku doświadczeniach z policją już wiem, że cokolwiek by się nie działo, nie wolno mi po nich dzwonić, bo ostatecznie i tak obróci się to przeciwko mnie. Zabierają motory ale patrzą, patrzą tym dziwnym wzrokiem, nie chcę wiedzieć co myślą. Czasami dają wyraz tym myślom odgłosami paszczą. Zamykam oczy i próbuje się odciąć od otaczającej mnie rzeczywistości.

W domu nie jest dużo lepiej, na suficie pojawiają się mokre plamy. Jeżeli natychmiast nie przestanie padać, za chwilę deszcz będzie lał mi się prosto na głowę! Wołam Mzee Tsuma, który tu się mną ‘opiekuje’ pod nieobecność Kavu i proszę go żeby wszedł na strych i przykrył mokre miejsca foliami. Za późno, część sufitu spada na podłogę! Folia powstrzymuje lejącą się do środka wodę, ale nie wiem jak długo wytrzyma. Zaczyna mi brakować siły. Musze usiąść. Mam wrażenie, że jakiś słoń skoczył mi na plecy.

Teraz już nie słychać kropel uderzających o dach, tylko jeden nieprzerwany szum płynącej wody. Muszę wyjechać na farmę, nasi pracownicy uciekli pod osłoną nocy, a kozy trzeba nakarmić. Na szczęście znaleźliśmy chętnego. Odbieram chłopaka w umówionym miejscu i jedziemy. Chyba się nie spodziewał, że to tak daleko. Deszcze leje nieprzerwanie z obrzydliwą intensywnością. W niektórych miejscach pola po obu stronach drogi zniknęły pod taflą jezior, woda zaczyna wpełzać na drogę. Docieramy na miejsce, torebkę z paszportem chowam pod kurtkę i tak już pewnie zmókł. Kozy biegają na zewnątrz. Niedobrze. Będą chore i umrą. Są wrażliwe, przyzwyczajone do upałów. Zaciągam je do zagrody. Dobrze, że wzięłam klapki, brodzę po łydki w wodzie, tnę trawę dla zwierząt. Chłopak którego przywiozłam nie ma kurtki ani parasola, kazałam mu się schować do domku. Chory nie przyda się na nic. Zrywam arbuza, największego, boję się, ze leżąc w wodzie nie dojrzeje. Pomimo przeciwdeszczowej kurtki jestem przemoczona włącznie z bielizną. Teraz nie myślę o tym. Tnę trawę dla zwierząt i wracam do domu z człowiekiem których ich tymczasowo pilnował. Woda zaczęła przelewać się przez drogę… u nas we wsi płynie wezbranymi potokami powodując zapadanie ziemi. Erozja jest tak duża, że nie wiadomo czego spodziewać się po kałużach. Ludzie brodzą po linię bioder w wodzie, motor zapada się do wysokości siodełka, tuk tuk  ześlizguje się z drogi i wpada w wartki nurt! Boszzz…. A ja tu jeszcze będą musiała dzisiaj wrócić, żeby odebrać młodego z autobusu….

Przychodzi koleś tymczasowo uszczelnić dach, w takim deszczu nie da się zrobić tego porządnie, ale przynajmniej zabezpiecza pozostałą część sufitu i upewnia się, że mnie dzisiaj w nocy nie zaleje. Chociaż tyle, aż tyle. Oczywiście i tak nie będę mogła spać i co chwilę będę biegła do salonu sprawdzić.

Cały czas leje… samochodem już nie wyjadę. Dzwonię po Jakie, trzymam nad nim parasol, bo nie ma przeciwdeszczowej kurtki. Momentami zastanawiam się, czy jedziemy, czy już płyniemy. Docieramy cudem do drogi. Autobus nie przyjeżdża. Oczywiście mają opóźnienie, auta ślimaczą się w strugach deszczu. W końcu pakujemy się wszyscy na motor. Chcemy wracać inną drogą, ale jest jeszcze gorzej, na szczęście Jakie znajduje skrót i omijamy wszystkie pułapki. W domu przebieram się po raz drugi włącznie z bielizną, kąpie małego i zawijam go w gruby koc. Nie chcę, żeby zmarzł.

Kiedy myślę, że nie może być gorzej, wyłączają prąd. Prawda jest taka, że zawsze może być gorzej.

W końcu idziemy spać, ale ja wiem, że obudzę się za chwilę i będę nasłuchiwała z nadzieją, że przestanie. W końcu jak długo może padać? Nie wiem i nie chcę wiedzieć.

W nocy dostaję wiadomość, że szkoła będzie zamknięta. Młody i tak by nie poszedł, ale dobre i to. No i przestaje padać, gdzieś koło 1, a ja zamiast się cieszyć, leżę ze skurczonym żołądkiem i nasłuchuję kiedy znowu zacznie. Zastanawiam się dokąd uciekać. Układam plany ewakuacyjne.

Rano przynosi ulgę. Wychodzi słońce.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>