Mtwapa_ongoing party

Mtwapa, czyli podmiejskie miasteczko, miejscówka dla tych, którzy niekoniecznie muszą mieszkać w granicach wielkiego miasta, ale chcą mieć do niego łatwy dostęp.

Oczywiście wszystko jest względne. Biorąc pod uwagę szalony ruch na drogach, często chaos i brak przestrzegania zasad ruchu graniczący z przestępczością zbiorową, łatwy dostęp nie może być mierzony w kilometrach. Nieomalże codziennie jestem świadkiem lub uczestnikiem sytuacji, w której samochód jadący prawidłowo musi się zatrzymać, albo zjechać na pobocze, bo właśnie wyprzedza go ktoś kto niekoniecznie dobrze wykalkulował swoje możliwości i odległość do pokonania…. Dziwi tylko brak adekwatnej liczby rozbitych samochodów leżących w przydrożnych rowach!

Ale oczywiście do miejskiej aglomeracji nie trzeba udawać się codziennie, wręcz przeciwnie, w naszym małym miasteczku każdy może znaleźć coś dla siebie, cokolwiek by to nie było!

Mieszkamy dość daleko od głównej drogi przy której bije serce Mtwapa i za każdym razem kiedy tam docieram szokuje mnie bezładem i szaleńczą galopadą. Tłumy ludzi, aut, motorów, matatu, tuktuk’ów, sprzedawcy dóbr wszelakich, mniej lub bardziej zorganizowani, panie smażące lokalne przysmaki, na stojących na ziemi kociołkach w tumanach kurzu i oparach spalin. Ręcznie robione łóżka, stojące na stosach śmieci i o milimetry graniczące z pasami ruchu, otwarte kanały ściekowe, pomidory i ziemniaki ułożone w piramidki na ziemi między kałużami, mobilni sprzedawcy pasków skórzanych, obwieszeni setkami produktów we wszystkich kolorach i wzorach, dalej przydrożni spawacze, prasowacze koszul, naprawiacze butów, sprzedawcy stosów używancych rzeczy…. no i wreszcie bary!!!!

Mtwapa można spokojnie nazwać centrum seksu i rozrywki. Ilość barów i lokali, raczej drugiej i trzeciej kategorii, przypadająca na liczbę mieszkańców jest przytłaczająca. Kiedy rano odwożę Edmunda do autobusu szkolnego, jest 6:40 rano, większość imprez jeszcze trwa, w weekendy niedobitków porannych jest więcej, ale i w tygodniu zawsze ktoś jeszcze podziwia wirujące światła i głośną muzykę. Część barów jest otwarta, z miejscami do siedzenia na zewnątrz, więc wystarczy zaparkować na przeciwko i poczuć się niczym w kinie na ‚poranku imprezowicza’… Mój osobisty mąż, w pewien pamiętny wtorek, wrócił do domu przed ósmą, i podobno nie wychodził ostatni!!!

Nasze miasteczko chyba dzieki tej właśnie reputacji, słynie także z zamieszkującej je dużej ilości ekspatriatów. Mam mało danych na ich temat, bo nie bywam w barach, ale z tego co słyszę, to najczęście zamieszkują tu niemcy i oczywiście potomkowie kolonizatorów brytyjskich. Większość czasu przesiadują nietrzeźwi w lokalach albo zajmują się swoimi młodszymi o kilka dekad przyjaciółkami. A że mamy tu też slumsy, łatwo o niewybredną, młodą towarzyszkę, która plecy natrze i za rączkę potrzyma… albo towarzysza, który pomasuje kark i przewiezie na motorze. Tak, takie pary to też nierzadki przypadek! Był już chyba kiedyś wpis o beach boysach… a tutaj mamy po prostu takie pary, mieszkające razem. Panie w wieku mojej mamy, z makijażem w stylu, ‚rozpoznasz mnie nawet z kilometra’ oraz w spodenkach ledwo zakrywających pośladki z chłopakami ledwo po dwudziestce. Tolerancja tolerancją, ale to po prostu wygląda idiotycznie, oczywiście nie mniej idiotycznie niż te stare dziady z młodymi dziewczynami. Chociaż w tym drugim przpadku to chyba jednak bardziej obleśnie!!!!

Mtwapa, Mtwapa, kto lubi taniec i śpiew do białego rano, tanie przygody o niepewnych konsekewncjach, ZAPRASZAMY!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>