szkoła

Szkoły są w Kenii różne, są te, w których obowiązuje system kenijski i takie, które wdrożyły system brytyjski, są szkoły prywatne,  prowadzone przez NGO, rządowe… jest ich mnóstwo, we wszystkich obowiązuje mundurek szkolny, w wersji gimnastycznej z t-shirtem i spodenkami, oraz w wersji nie-gimnastycznej: biała koszula z emblematem szkoły, spodenki w kancik /u Młodego na szczęście którtkie, ale tylko w Junior, potem długie/, białe skarpety i czarne, pełne buty!!!! Dzisiaj z okazji zakończenia semestru pozwolili im pójść w ‚rzeczach domowych’ WOW i wszyscy się cieszą!

Szkoły bywają małe, składają się z jednego budynku, który podzielony jest na dwie klasy, zykle bez okien, a tablica jest jedyną pomocą dydaktyczną, większe, z kilkoma klasami, ale w wersji super prostej, żeby nie użyć słowa prymitywnej… na drugim końcu są te za wysokimi białymi murami, w wypielęgnowanymi trawnikami, 25m basenami, interaktywnymi klasami, pokojami LEGO, jak u Młodego, gdzie pomoce naukowe dostarczone przez znanego producenta klocków są jak z marzeń, specjalnymi salami muzycznymi i ze wszystkim co można sobie wyobrazić w szkole idealnej….

Młody w Norwegii chodził do klasy z systemem IB /International Baccalare/ i mi się wydaje, że to jest idealny pomysł na szkołe… nauczanie odbywa się niejako ‚niechcący’ podczas realizacji ekscytujących projektów indywidualnych i zbiorowych… dzieci od samego początku przygotowują prezentacje swoich osiągnięć przed innymi dziećmi i nauczycielami… kiedyś tak bardzo ułatwi im to życie… ja w tym systemie zakochałam się w dniu, w którym Dr Richard pokazał nam pierwszy raz szkołe w Porsgrunn…. matko jak ja wtedy chciałam wrócić do podstawówki i przeżyć to co czekało mojego syna… jadąc do Afryki byłam przekonana, że tego właśnie chce dla mojego dziecka! kontynuacji systemu, który mnie kupił w 100%, ale, ale, już w Polsce był mały zonk, bo szkoła IB, pomijając fakt, że w cholerę daleko od miejsca naszego zamieszkania, miała bardzo złe opinie… czyli co? nawet coś super-fajnego można zepsuć? W Mombasa okazało się, że szkoła może i piękna i dobra, a system równie wspaniały, tylko, że Ci, których na to stać, to już zupełnie inna bajka… W Kenii szkoła z systemem IB jest 3 razy droższa niż w Norwegii!!! wow, i pomyślałby kto, Norwegia drogi kraj! Czyli w Norwegii, stać na szkołe było zasadniczo każdego, komu zależałoby a takiej właśnie edukacji dziecka. Moim zdaniem nawalali tam trochę z marketingiem, albo po prostu Norwedzy są bardzo nacjonalistycznym narodem /zdecydowanie są/ i dlatego szkoły z IB nie były szaleńczo popularne. Ale były dla każdgo. Tutaj, do takiej szkoły może pójść bardzo niewielki odsetek dzieci i absolutnie w 100 % są to dzieci baaaaaaaaaardzo bogatych ludzi! Przywożone i odwożone przez kierowców, w designerskich ciuchach w dni wolne od mundurków… No i  własnie, poszliśmy przypadkiem na takie spotkanie ‚o szkole’ w okresie kiedy jeszcze myśleliśmy, że zapiszemy tam Edmunda… te dzieciaki były bardzo specyficzne i nie dało się tego nie zauważyć! A ich pomysł na pracę dla lokalnych społeczności świadczyły jednoznacznie o braku pojęcia o otaczającej rzeczywistości… tej którą ja widzę każdego dnia, o tych setkach i tysiącach brudnych dzieci, biegających po ulicach całymi dniami, targających młodsze rodzeństwo, kiedy mają już dość siły, żeby je unieść, bawiącymi się śmieciami, wreszcie pracującymi, noszącymi wodę w 5 albo nawet 10 litrowych baniakach uginając się pod ich cieżarem i ciągle przystając, noszącymi gałęzie i cokolwiek, co może być użyte do rozpalenia ognia, który oznacza często jedyny posiłek w ciągu dnia!

Młody nie poszedłby do szkoły z IB choćby było mnie na nią stać! nie tak sobie wyobrażam edukację mojego dziecka, jemu i tak się wydaje często, że jego życie jest ciężkie, bo nie dostaje wszystkiego co chce! Ale nie chciałam go też skazywać na lokalną szkołę, gdzie kary egzekwuje się przy pomocy kija. Miałam ostatnią taką historię z naszą ‚przydomową’ szkołą należącą do organizacji NGO. Rano odwoziłam Młodego na autobus i mijając tą szkołe kontem oka zauważyłam zbiegowisko na boisku. Odwróciłam się i nie mogłam uwierzyć! Nauczyciel tłukł kijem ucznia… zatrzęsło mną. Nie było czasu na zatrzymywanie, ale wiedziałam, że nie mogę tak tego zostawić. Po powrocie do domu udałam się do dyrektora… Dzieciak, który sprawuje tą funkcję prawdopodobnie sam był bity w szkole, albo boi się tego osiłka, który na środku boiska pokazywał swoją władzę… Jestem pewna, że dyrektor nie do końca rozumie dlaczego postępowanie nauczyciela uznałam za niewłaściwe, ale postraszony konstytucją i konsekwencjami w postaci raportu do zarządu instytucji, obiecał, że to się wiecej nie powtórzy. Przyglądam im się z bliska i jestem czujna. Drugiego ostrzeżenia nie będzie!

Szkoła młodego należy do Hindusów. Hindusi to jak Żydzi Europy. Prowadzą rozliczne biznesy i zwykle nie narzekają na brak pieniędzy. Wszystkie najlepsze szkoły w Mombasa, albo prawie wszystkie, należą do nich. Podobno jeszcze nie dawno nie przyjmowali dzieci spoza swoich kręgów, ale nie mam pewności, czy to prawda. Z tego też powodu szkoła jest vege! :) i obowiązuje całkowity zakaz przynoszenia produktów mięsnych do szkoły. Dobrze, że młody nie jest jakimś zaprzysięgłym mięsożercą! Jak wjeżdżam na teren szkoły naszą Micra to drugiego takiego nie ma! zwykle w kolejce przeważają renge rovery, mecedesy i inne lexusy… ale ja zupełnie nie mam z tym probelmu i jakoś w tym akurat miejscu nie czuję presji. Teren szkoły jest ogromny i czysty, co, biorąc pod uwagę ogólny syf panujący wszędzie, stanowi miłą odmianę i ważny szczegół!

Ostatnie spotkanie z dyrektorką utwierdziło nas w przekonaniu, że szkoła zmierza we właściwym kierunku, otwierając się na pomysł jak z systemu IB, a rodzice są ‚normalni’ i niekoniecznie uważają, że pokój LEGO, to dobry pomysł, bo klocki są super drogie, a dzieci nakręcone w szkole, oczekują, że rodzice będą je kupować….

Młody jest zadowolony i to też jest dobry znak. Chętnie się uczy, widzę, że idzie mu co raz lepiej zwłaszcza z angielskim, chociaż nie jestem pewne, czy kreatywne pisanie wypracowań powinno być tematem lekcji w drugiej klasie! ale co tam, chyba mu nie zaszkodzi ;) podoba mi się, że w tygodniu właściwie nie mają zadań domowych, co byłoby bardzo wymagające, zwłaszcza w te dni, kiedy ma zajęcia dodatkwe, jest wtedy w domu ok 18:15!!! zadania domowe przynoszą w piątek, a i tak nie ma tego jakoś bardzo wiele. wyrabiamy się między śniadaniem i lunchem w sobotę, pomimo, że Młody do szybkich nie należy! ;)

Czas tak szybko leci, a ja się tak szybko wkręcam, że to co powinno być dla mnie inne i dziwne szybko powszednieje… z wyjątkiem podejścia ludzi, które całkowicie uniemożliwia mi normalne życie tutaj!

Na dziś dość.

1 komentarz


  1. Chłonę Twoje popełniane wpisy. I baaardzo podziwiam za odwagę…..
    Pełne uznanie za odwagę w stawieniu sie za dzieciakiem. Poza tym jestem ciekawa co wyrośnie z Twojego dziecka :D…tyle róznych światów, doświadczeń, zderzeń z kulturami różnymi…Będzie miał bardzo szerokie horyzonty myśleniowe,,,

    Czym sie zajmujesz?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>