Eksterminator

Wszystko znowu jest nie tak jak miało być…, miałam przyjechać i zaraz się wyprowadzić do innego mieszkania, bez insektów i z basenem. Tymczasem wygląda na to, jakbyśmy zasiedlali jednak własny dom… Chwilowo sytuacja jest taka, że może to być konieczne, nie wiem jednak jak w takim razie będą wyglądały dojazdy do szkoły młodego /szkoła znajduje się po przeciwnej stronie miasta/, wszystko rozstrzygnie się w najbliższych dnia…

W ramach zasiedlania był u nas EKSTERMINATOR życia maluczkiego. Miałam pewne wątpliwości co do jego użycia, ale ostatecznie się zdecydowaliśmy. Wątpliwości dotyczyły głównie dwóch sfer… po pierwsze eksterminator nie ma pojęcia o wpływie jaki mają używane przez niego środki na człowieka, a po drugie, jak zostaliśmy poinformowani, usuną one radykalnie wszelkie formy życia… w tym słodkie gekony, do których się przyzwyczaiłam, chociaż ich kupy na ścianach doprowadzają mnie do szału! Spryskiwanie odbywało się w środku, chciaż nie do końca wiedzieliśmy jak mamy przygotować dom do tego procesu i na zewnątrz.

Na czas oczadzania udaliśmy się do sąsiedniego domu, czyli domu zmarłej babci. Kanapy które babcia pod koniec życia od nas dostała, wyglądały całkiem nieźle, zaufałam ich jasnoniebieskiemu kolorowi i usiadłam… a nawet się oparłam! NO i w czasie, kiedy w naszym domu trwała walka z insektami, ja zostałam pożarta w domu obok! Dosłownie! nie wiem co siedzi w tych kanapach, ale efekt gryzienia jest spektakulary. Dzisiaj, czyli po dwóch dniach od wydarzenia, w miejscach ugryzień mam czerwone, twarde place o średnicy 15 cm. No nic, zakładając, że w moim własnym domu nic mnie już nigdy nie ugryzie, zresztą od przyjazdu mnie nie ugryzło, może wart było się poświęcić. Cały dom trzeba było oczywiście po spryskiwaniu umyć. Pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam po przyjściu spowrotem, była piękna jaszczurka odpoczywająca na środku ściany okiennej w kuchni :D I to w zasadzie można by uznać za podsumowanie procesu eksterminacji, ponieważ przed procesem nigdy nie widziałam tylu żywych insektów w tym domu!

Nie wiem co ten koleś tu zrobił, oprócz opryskania mi mebli śmierdzącym preparatem, ale to coś nie działa…. Nie mniej dom trzeba było umyć, bo działa nie działa, ale chemia jest, mogłoby się na przykład okazać, że lepiej działa na człowieka, w sensie, że gorzej, niż na mrówy i komary. A że jest upał, w miedzyczasie wziełam dwa prysznice, bo zostawiałam mokry ślad za sobą. Tyle mojego, że w tempie przyspieszonym wypucowałam dom, tak jak nasza Mama Deno nie zrobiłaby tego prawdopodonie nigdy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>