mamo, przez jaki u pisze się marchew?

no i mogło by być śmiesznie, ale nie będzie, bo rzecz się ma o szkole! o szkole i o rodzicach, którzy się szkoły… no nie wiem, ale tylko jedno przychodzi mi do głowy… boją!

szkoła jest prywatna, mieści się w małej miejscowości przylegającej do dużej aglomeracji, co implikowałoby, że chodzą do niej dzieci tych zamożnych i nieco już zrelaksowanych ludzi, którzy co prawda w mieście pracują, ale nie muszą być w tej pracy od-do, a zarobki pozwalają im na kształcenie dziecka w miejscu, które może oferować nieco ponad standard. Najpierw się trochę bałam, że będą tam dzieci nuworyszy i małych dorobkiewiczów, którym szkoła prywatna będzie podnosiła status społeczny, ale okazało się, że nic z tych rzeczy, rodzice wykształceni i na poziomie… na jakim to się zaraz okaże!

Dodam jeszcze, co może się wydawać bez związku, ale nie jest, że moje dziecko mówi biegle w czterech językach, w tym po angielsku, więc szkoła, która co prawda oferuje więcej angielskiego niż przewiduje program, nie jest mu wstanie zapewnić właściwego kształcenia w tym kierunku. Oddając jednak honor Pani od angielskiego muszę napisać, że prowadzi młodego indywidualnie, nie wiem do końca jak to wygląda, bo komunikacji z panią brak, ale dostaje czasami kartki z zadaniami, których podobno inne dzieci nie dostają.

Przechodząc do meritum, w ostatnich dniach padła propozycja, żeby zaprosić panią od angielskiego na zebranie, pomysł uważam doskonały, przynajmniej się dowiemy jaki program pani realizuje i z jakim skutkiem…. stop! nic z tych rzeczy, rodzice nie są zainteresowani! kobieta, która jest jednocześnie matką i nauczycielka w tej szkole weszła ze mną w polemikę o niesłuszności i nietaktowności takiego rozwiązania, zarzuciła rodzicom, że chcą nagonki na biedną nauczycielkę, która przecież czułaby się niezręcznie w sytuacji 1:16!!! czy mi się to śni? okazało się, że ja jestem ta zła, co mąci i jątrzy przeciwko szkole i wspaniałym nauczycielom… bo rodziców nie interesuje wykształcenie dzieci, tylko, żeby pani się przypadkiem źle nie poczuła! nie mogę przestać o tym myśleć, co też ludzie mają w głowach, skąd ten zaścianek i kompleksy?  a ja się dziwię, że w Afryce biedni i niewykształceni ludzie, a nawet ci wykształceni, uważają lekarza za nieomylnego boga, jak u nas pani zosia, czy inna kasia, która pewnie w meczarniach zrobiła magisterkę i nie interesuje jej nic poza własnym nosem i trójką dzieci w domu, która nie ma pojęcia co znaczy słowo wychowawca i nie zna roli i zadań szkoły, jest uważana przez rodziców za ósmy cód świata… gdyby nie to, że za chwilę wyjedziemy, zabrałabym Edmunda z tej szkoły bo najbardziej na świecie denerwuje mnie ludzka głupota i bezmyślność! Poza tym uważam, że rodzice mają wręcz obowiązek interesować się i mieć wpływ na edukację własnych dzieci!

Dodam jeszcze, że pani, która najgłośniej krzyczała o nikczemności tego pomysłu, życzyła mi, żeby młody trafił w przyszłym semestrze do szkoły z lepszym poziomem angielskiego! ;) i wspomniała, że od początku roku coś złego się dzieje w naszej klasie, bo pani wychowawczyni jakaś struta chodzi, a chociaż pani ‚nie wie’ dla czego, to jednak WIE, że nie chodzi o zachowanie dzieci! :D brrrr… a to już jest mącenie na poziomie przedszkola! dla wyjaśnienia, chodziło o to, że zwróciłam pani wychowawczyni uwagę na agresję w klasie, a powinnam była wiedzieć, że PANI WYCHOWAWCZYNI nie zwraca się uwagi, bo ona wie lepiej!  a u niej w klasie nie ma żadnych problemów! i cytując: ‚zabraniam pani tworzenia wizerunku mojej klasy, jako klasy z problemem!’

Ale jestem wściekła!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>