skrzecząca polska rzeczywistość

no, w końcu się zmobilizowałam i opublikowałam posty napisane jeszcze w Afryce, jakoś wiele rzeczy było inaczej tym razem…. mieszkaliśmy daleko od oceanu, daleko w ogóle od wszystkiego oprócz mamy Kavu, która jest ciężko chora i wymaga stałej opieki… dni często spędzaliśmy w szpitalach i agencji celnej, co miało raczej mało wakacyjny charakter… ale było koniczne ponieważ transport kontenera z Europy okazał się bardziej skomplikowany, niż mogłoby się wydawać… no a jeżeli chodzi o babcię to wiadomo; zupełnie niewakacyjna rzeczywistość okazała się męcząco – nużąca, do tego brak internetu, kraty w oknach i prawie udało się złapać deprechę! nie mogłam się doczekać wyjazdu… a przecież za kilka miesięcy musimy tam wrócić i żyć! budzić się codziennie rano, pracować, uczyć, funkcjonować…

tymczasem jesteśmy w Polsce, całkiem nowej Polsce, z ludźmi których nie rozumiem i władzą, która chce maksymalnie ograniczyć wolność obywateli… wolność o którą ten naród tak zaciekle walczył ze znienawidzoną komuną! łamane są prawa człowieka, ograniczane wolności, prawo wcale nie oznacza prawa….

ale może dość na dziś tego dołującego tonu… wczoraj udałam się na spotkanie marketingowe firmy Casada, nie bójmy się tego słowa, warto podać nazwę, bo firma powinna się wstydzić swojej polityki, albo pracowników… albo jednego i drugiego!!!

Czterech facetów i dwie /a zwłaszcza jedna z nich/ odrobione na plastik przedstawicielki, wciskali kit o cudownym uzdrowieniu na sprzedawanych przez nich masażerach za jedyne 350 pln miesięcznie, zapominając dodać, że, biorąc pod uwagę cenę urządzenia, będzie to trwało /to płacenie/  około 24 miesięcy… pomijając fakt, że wyjściowa cena, którą podawali, była o jakieś 1500 pln wyższa, niż cena w internecie, co później było redukowane dzięki gigantycznej promocji! nie wnikam w zalety urządzeń firmy Casada, ale moralność jej przedstawicieli pozostawia wiele do życzenia… pseudo konkurs, w którym uczestnicy spotkania brali udział i w którym niektórzy wygrali warte 8 tys. garnki i jeszcze ‚nie-wiadomo-co’ okazał się zwykłym teatralnym picem… nagrody można było odebrać tylko pod warunkiem zakupu urządzeń firmy, Ci którzy odmówili, nie byli już wpuszczani do sali, żeby nie informować innych o metodach działania pracowników… w czasie przerwy każdy był przesłuchiwany indywidualnie :D dlaczego Pani tu przyszła, czy tylko po prezent, wabikiem był chiński odkurzacz samochodowy, który pozostanie dla mnie jak palące memento, żeby nigdy przenigdy więcej nie brać udział w takim żenującym spektaklu… jako żywo przypomniały mi się metody firmy Glaxo SmithKline sprzed lat /od razu mówię, że nie wiem, czy robią to nadal!/… wtedy prowadzący spotkanie dla kilku setek pracowników brał do ręki świetlisty miecz, podnosił go do góry i krzyczał: Who is the winner? Who is the winner? …… We are the WINNERS!!!!… masakra, co trzeba mieć we łbie, żeby dać się ponieść takiej żenadzie… a jednak znam dobrze wykształconych ludzi, którzy jednak popłynęli tym nurtem samozadowolenia… bleeee

no i miało być optymistycznie, a może nawet żartobliwie, a wyszło jak wyszło ;)

młody zapomniał wczoraj ze szkoły wszystkiego czego mógł zapomnieć…. zadań domowych, piórnika, rzeczy na przebranie…. a przyniósł ze sobą to co miał zostawić… jadę po niego dzisiaj do szkoły, muszę to jakoś ogarnąć :D w Norwegii codziennie go odbierałam i zawoziłam, jakoś łatwiej było to kontrolować, niż teraz, kiedy pod domem wsiada rano do autobusu i wysiada z niego po skończonych lekcjach… na jego usprawiedliwienie, pamiętam, kiedy sama jeździłam autobusem do szkoły… nie często, ale zdarzyło mi się kilka razy jechać po odbiór plecaka, albo worka z treningu na pętlę… teraz jego kolej :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>