brak profesjonalizmu nie przynależy do szerokości geograficznej

Wczoraj przyszedł Pan z pomocnikiem założyć karnisze… mimo, że angielski jest językiem oficjalnym w Kenii, nie należy wymagać jego znajomości od wszystkich, a zwłaszcza od gorzej wyedukowanych, ponieważ uczą się go w szkole, no i tym sposobem miewam problemy z porozumieniem sie z różnego rodzaju pracownikami. Ale język nie jest jedyną przeszkodą, może nawet nie największą, bo jak wiadomo, dogadać się można, jeżeli się tylko chce.

Takie jest moje doświadczenie na przykład z Norwegii. Sąsiedzi, strasi ludzie, którzy mnie lubili, sami zaczepiali mnie na schodach albo w windzie i prowadzili niezobowiązujące rozmowy, niejednokrotnie po norwesku udało mi się przeprowadzić nawet istotne projekty, bo ktoś chciał zrozumieć, co mówię, w urzędach często się okazywało, że niechętny rozmowie pan lub pani kompletnie nie ma pojęcia co ja mówię.

No i dlatego właśnie moje doświadczenie mi podpowiada, że to jednak nie język zawodzi w rozmowie z pseudo-fachowcami, a ograniczenie wynikające z wychowania i kultury. Taki pan nie bardzo jest po pierwsze przyzwyczajony do załatwiania spraw z pania, po drugie, jeżeli już, to pani raczej prosi o pomoc i jest ‘zdana na łaskę’, niż wymga i kwestionuje jakość pracy. A tu panowie powiesili kanisz i sie okazało, że krzywo, nawet mierzyć nie musiałam… pewnie też zauważyli, ale mieli nadziję, że przejdzie, będzie zaakceptowane jak reszta bylejakości… ale to jeszcze nic, prawdziwy hicior nadchodzi! Panowie przed pracą ‘zapomnieli’ umyć rąk! Wow, tym sposobem, zaraz po ich wyjściu, musiałabym wołać malarza, który zamalowałby ślady rąk wokół okiennej framugi… co więcej, panów, to w ogóle nie zaniepokoiło, a kiedy zwróciłam im uwagę majster powiedział, że robią co mogą, żeby było dobrze! :D w ramach tego (robią co mogą) poprosiłam, żeby trzymali rurę od odkurzacza przy wiertarce podczas wiercenia… kulturowy szok, istna rewolucja w myśleniu o pracy! Pracę można wykonać bez robienia syfu! Po pierwszym oknie zażadałąm też umycia rąk…

Myślę, że mnie nie lubią….

Może dla kogoś to jest śmieszne, dla innego frustrujące, dla mnie,niestety, dobrze znane, Polska przez wiele lat była krajem absurdu i ‘pseudo-fachowców’, pewnie i dzisiaj znajdzie się jakiś, który nie zrozumie, albo będzie chciał zrobić po swojemu… zresztą w Norwegii to też norma, nie miałam zbyt wiele do czynienia z robotnikami, ale słyszałam to i owo, a poza tym, brak kompetencji był powszechny jak samozadowolenie… w urzędach i firmach różnej maści… chociażby sprawa wysyłki kontenera… ciśnienie 250/200, sporo czasu mi zabrało, zanim sie uspokoiłam…

Pan miał przywieźć kontener, który przeznaczony był na nasz dobytek wywożony do Afryki. Byłam sama w domu, więc miał zadzwonić do mnie, żebym zeszła na dół. Było to o tyle ważne, że z zarządem naszej komunu mieszkaniowej musiałam wcześniej ustalić, gdzie rzeczony kontener stanie, bo nie można sobie ustawić takiego ‘potwora’ na tydzień bez zgody i byle gdzie… porządek musi być…  Pan nie zadzwonił, zorientowałam się jak stał już na dole i rozmawiał z administratorem, którego wcześniej poprosiłam o pomoc w załatwieniu tego.  Oburzył się, kiedy zapytałam dlaczego nie zadzwonił. W ogóle zachowywał się jak ‘właściciel cyrku’, zapytany o kłótkę na kontener, stwierdził, że on nie jest z firmy wysyłającej kontener, on go TYLKO przywiózł… kiedy zapytałam o termin odbioru kontenera wskazał jakąś bliżej nie określoną datę… kiedy kategorycznie zarządałam obecności przy załadunku, zgodził się na poniedziałk 8 rano! No i zgadnijcie co? W poniedziałek o 8 go nie było, zadzwoniliśmy do firmy, której z którą się za to przedsięwzięcie rozliczamy, pani obiecała się zorientować, ale nie było to oczywiste, bo pan nie pracuje w jej firmie, on TYLKO przewozi kontener do portu… ostatecznie ponoć go znalazła, miał przyjechać za 0,5h, czyli dwie godziny po umowionym terminie, dodatkowo pani poinformowała nas, że pan kierowca jest niezadowolony, bo ktoś na niego krzyczał przy odbiorze!… kiedy dotarliśmy spowrotem na miejsce…. kontenera nie było…  nie chce myśleć jak niezadowolony pan kierowca ładował kontener i jak bardzo uszkodził jego zawartość, ale miesiąc po fakcie, na samą myśl ściska mi z wściekłości gardło…. to nie jest jeszcze koniec tej historii… tydzień później, będąc już w Kenii zostaliśmy poinformowani, że pani z frimy przewozowej SIĘ DOWIEDZIAŁA WŁAŚNIE, że osoba prywatna nie może wysyłać kontenera i musimy znaleźć na miejscu agencję celną, której dane zostaną umieszczone na dokumentach jako firmy odbierającej konter w naszym imieniu… a transport przedłuży się o tydzień, bo zmieniona została trasa… teraz czekam na wiadomość, że transport został przejęty przez piratów somalijskich…. a co!

No i miało być o panu hydrauliku jeszcze, a wyskoczyło o panu kierowcy, który TYLKO przewozi.. następnym razem więc!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>