Kenia 2

Bedzie troche wszystkiego, bo przyjechaliśmy już dwa tygodnie temu, a ja nie moglam sie zebrac do pisania, dodam tylko na początku, bo może to rzutować na treść, że jestem w kiepskiej formie, zarówno psychicznej jak i fizycznej, nie wiem, czy przygotowywanie przeprowadzki tak mnie zmieszało, czy złapałam tu jakieś paskudztwo, mam problemy ze spanie, żołądkiem, bóle i zawroty głowy… i ogólnie czuję się źle….

Pierwsze dni spędziliśmy w Mombasa, ciągle nie mogę się przyzwyczić do posiadania pomocy domowej, ale wobec braku pralki i innych użytecznych urządzeń /kontener dotrze dopiero za kilka tygodni/, myślę, że nie będzie to bardzo trudne… tutaj nawet biedni ludzie mają kogoś do pomocy, ponieważ zawsze są biedniejsi, którzy będą pracować za jedzenie, możliwość pracy w miejscu z bierzącą wodą i skromne kieszonkowe…  tutaj nikt nie rozumie, że posiadanie takiej pomocy może wzbudzać dylematy i tylko ja próbuje na różne sposoby egzaminować swój stosunek do tego faktu… Mama Deno, która nam pomaga, nie ułatwia mi tego, odrzucając wszelkie przejawy równościowego traktowania wpędza mnie w poczucie winy służalczością

Nairobi… zatloczone, zakurzone, zaniedbane… płynace nieprzerwanymi potokami samochodow, ogromne, nieprzyjazne pieszym, pełne ukrytych eleganckich, a nawet luksusowych miejsc przeznaczonych tylko dla wtajemniczonych wyselekcjonowanych w zależnosci od zawartości portfela…

Od kiedy przyjechaliśmy do Kenii czuję, że moja wolność osobista jest nieustajaco ograniczana, przez niemoc, niecheć, strach, brak infrastruktury… w Mombasa bez samochodu jestem praktycznie uwięziona w domu na odludziu i niemalże identyczna sytuacja ma miejsce w centrum tetniacego życiem Nairobi… piesze wyjście poza hotel oznacza narażenie sie na rozjechanie przez pędzące samochody i/lub pokrycie warstwą kurzu, wydobywajacą sie spod ich kół…. jest to dla mnie trudne doświadczenie, nie wielkie zaskoczenie, bo chociażby po ostatnim pobycie w Kenii wiedziałam, że tak właśnie będzie, ale jednak nie jest łatwo zaakceptować takie ograniczenie… no i ta godzina policyjna, niby nie, a jednak, kilka osób ostrzegło nas przed wychodzeniem po zmroku, a ciemno robi sie o 18:00!!!! Gdybym była tu sama, albo przynajmniej bez młodego, pewnie bym to zlekceważyła, ale jak wiadomo, życie matki przestaje być jej własnością, kiedy decyduje się wziąć odpowiedzialność ze inne życie…  siedzę w hotelu więc

Umawiam się na 11 z siostrą Kavu, chciała przyjechać o 10, ale jesteśmy wykończeni po wycieczce i proszę, żeby byli godzinę później (czyli o 11)… dzwonią o 12, żebyśmy byli gotowi, bo są w drodze….

i nie bądź człowieku sfrustrowany…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>