upchane między nienawiścią, a miłością...

logoklub.png

Post został napisany w ramach projektu Klubu Polki na Obczyźnie http://klubpolek.pl/projekt-jak-zmienilo-sie-nasze-postrzeganie-kraju-emigracji/ #projektletni. Zachęcam do czytania innych historii, są niepowtarzalne!

Chociaż dzisiaj mieszkam w Afryce, jestem tu za krótko, żeby mieć wystarczającą perspektywę do oceny zmiany mojego postrzegania tego miejsca. Mogłabym Wam opowiedzieć, jak się czuję tutaj dzisiaj i jak bardzo chce stąd uciekać, ale na to przyjdzie czas. Jest za to inny kraj, który przez siedem lat był moim drugi – pierwszym domem, i którego ocena w mojej głowie zmieniała się wielokrotnie, co więcej, nadal jest weryfikowana i to znacząco!

Pomijając wakacyjne epizody, na stałe przyjechałam do Norwegii w styczniu. To ważne. Mój mąż dostał pracę za kołem podbiegunowym, 100 km od Bieguna Północnego…. Od połowy listopada, do połowy stycznie słońce w tym rejonie nie wschodzi. Panuje wieczna noc. Nie miało więc znaczenia, że wylądowałam późnym wieczorem, ponieważ otaczający mnie świat miała dokładnie zobaczyć dopiero za jakiś czas. W dwunastogodzinnym locie z Polski towarzyszył mi trzymiesięczny Młody. Raczej mało świadomy trzech przesiadek i totalnie zestresowanej młodej matki, która nie była już całkiem młoda nawet wtedy! Z drogi do naszego mieszkania pamiętam śnieg, skrzące się sterty śniegu i rozświetlone domy. Alta to mała miejscowość, a my mieszkaliśmy niedaleko lotniska. Mieszkanie wynajęte od Uniwersytetu dla którego pracował mój mąż było ciepłe i przestronne, z dwoma sypialniami i dużym salonem z kuchnią. Oprócz tego na parterze gdzie mieszkaliśmy był tylko jeszcze nasz schowek. Nie wiem dlaczego o tym piszę, może dlatego, że przez pierwsze miesiące, zresztą chyba przez większość pobytu tam, to było moje schronienie /hehe, nie schowek, ale mieszkanie/. Moje miejsce, gdzie mogłam się schować przed światem, który był nieprzyjazny, żeby nie powiedzieć wrogi. Sąsiedzi nie reagowali na pozdrowienia, często nawet odwracali głowy udając, że nie widzą i nie słyszą. Zresztą bywały dni, że nie spotykałam nikogo. Pchałam wózek po zaśnieżonych uliczkach, wiatr zacinał 20 stopniowym mrozem, a ja zataczałam z młodym kręgi po pustkowiu. Później poznałam Polkę, której córka była dwa tygodnie starsza od młodego i nasz świat się powiększył o dwie osoby. Nie było dnia, żebyśmy się nie spotykały, stałyśmy się dla siebie rodziną zastępczą, sąsiadkami, przyjaciółkami, siostrami, przechodniami… wszystkim, bo nie było nikogo innego. Da świata wokół byłyśmy niewidzialne.

W Alta było więcej Polaków, ale ponieważ nie chodzę do kościoła, nie spotykałam ich. Dwa razy się zdarzyło, że ktoś próbowała nas przedstawić, ale niestety szybko się okazywało, że jednak wolę być niewidzialna. W takie miejsca nie przyjeżdża każdy. Tylko najwięksi desperaci i szaleńcy /jak my/.

W czerwcu jeszcze padał śnieg, we wrześniu zaczynał znowu. W lipcu kwitł bez, a słońce nigdy nie zachodziło. Przez większą część roku o 4 rano budziły nas pługi śnieżne. Inaczej nie wyszlibyśmy z domu.

I po dwóch latach w krainie lodu, śniegu i ludzi, których nie było, przenieśliśmy się na południe Norwegii. Zaświeciło słońce. Czasami ktoś odpowiadał ‘dzień dobry’ mieliśmy ogród przed domem, dom w centrum, blisko rzeki, a później nad samą rzeką. Znowu budziłam się o 4 rano, tym razem żeby robić zdjęcia mgły podnoszącej się znad wody. Było jakby lepiej. A wtedy Młody poszedł do przedszkola i choć miało zrobić się prościej, wbrew pozorom, w pewnym sensie zrobiło się znowu trudniej. Nie mogłam pogodzić się z tą niechęcią i wrogością, z tym niemym odrzuceniem, z którym spotykałam się codziennie. Ludzie znowu odwracali głowy, żeby nie wchodzić w interakcje, albo uśmiechali się nieszczerze. Czasami wracałam do domu i mówiłam mężowi, że ja już więcej nie wyjdę z mieszkania, że nie chce stawać twarzą w twarz z tą ciągłą niechęcią. Ale miałam swoje miejsca, swoją siłownie, swój sklep ze starociami, swoją ścieżkę rowerową….

I wtedy Młody poszedł do szkoły, to był ostatni rok mojego pobytu w Norwegii… poszedł do szkoły międzynarodowej i nagle wszystko się zmieniło. Poznałam ekspatów z całego świata, którzy też posłali do tej szkoły swoje dzieci, bo szkoła norweska znana jest z niskiego poziomu i niestety nie ma nic wspólnego z systemem fińskim, najlepszym ponoć na świecie! Moje życie się odmieniło. Ludzie okazali się fantastyczni i wszyscy jakimś cudem mówiący ‘tym samym językiem’, rozumiejący świat tak samo i tak samo cierpiący na norweską inność.  Po siedmiu latach samotności przyszła wiosna.

W tym miejscu chciałabym jeszcze tylko wspomnieć o polonii. Nie całej polonii oczywiście, ale tej, z którą przyszło mi się zmierzyć. Większość ludzi z którymi miałam do czynienia, sprzedało się za pensje, jakie ten kraj oferuje, jednocześnie krzycząc jaka ta Norwegia wspaniała i potępiając, w pewnym sensie nieświadomie, istotę funkcjonowania tego kraju i fundamenty na których jest oparty! Miałam wiele nieprzyjemnych dyskusji z przeciwnikami sprowadzania uchodźców do Polski, podczas kiedy Norwegia wtedy jeszcze była pod tym względem najbardziej otwartym krajem w Europie. Spotkałam tam dosłownie setki uchodźców mieszkających w obozach przejściowych, w trakcie aklimatyzacji i takich, którzy przyjechali do tego kraju wiele lat temu. Miałam dyskusje z przeciwnikami przerywania ciąży, podczas kiedy Norwegia oferuje całkowicie bezproblemowy dostęp do tej procedury, nie wspominając o in vitro. Znam zresztą niejedną Polkę, która poddawała się tam tej ostatniej. I mogłabym tak ciągnąć jeszcze długo. Ale żeby już nie przedłużać, była to jakaś przedziwna konfiguracja, miłości i nienawiści, hipokryzji i zwykłej, bezdennej głupoty.

I wtedy wyjechaliśmy do Afryki. Wspominam Norwegię z jej rozbudowaną infrastrukturą /tutaj nie mam gdzie biegać w czasie pory deszczowej/, policją bez broni /tutaj z karabinami maszynowymi na każdym kroku/, tych ludzi zamkniętych  /tutaj nachalnie uprzejmych, ciągle i za wszystko oczekujących na gratyfikacje, do tego stopnia, że przestajesz się uśmiechać w obawie, że zostaniesz opatrznie zrozumiana…/, wspominam Norwegię z niezliczoną ilością przedsięwzięć kulturalnych, sportowych, rodzinnych, miejsc czystych i bezpiecznych, a nawet rozsądnymi cenami w sklepach w porównaniu z Afryką… wspominam i tęsknię!

Jest po północy. Leżę i nasłuchuję. Pada. Ciągle pada. Nie wiem ile to już godzin, 15? 20? Jest ciemno, bardzo ciemno. Rano odwiozłam jeszcze młodego do szkoły. Padało, ale od […]

Mtwapa, czyli podmiejskie miasteczko, miejscówka dla tych, którzy niekoniecznie muszą mieszkać w granicach wielkiego miasta, ale chcą mieć do niego łatwy dostęp. Oczywiście wszystko jest względne. Biorąc pod uwagę szalony […]

Szkoły są w Kenii różne, są te, w których obowiązuje system kenijski i takie, które wdrożyły system brytyjski, są szkoły prywatne,  prowadzone przez NGO, rządowe… jest ich mnóstwo, we wszystkich […]

Frustracja… napisałam to słowo i wyłączyli prąd! To już trzeci raz w tym tygodniu, trzeci raz rozmrozi mi sie mięso i trzeci raz będę wycierała krwawe strugi wyciękajace z lodówki […]

Czy ktoś z Was potrafi sobie wyobrazić wannę pełną ciepłej zupy. Nie mogę pozbyć się wrażenia wchodzenia do takiej właśnie wanny kiedy zanurzam stopy w Oceanie Inydjskim! Woda jest gorętsza […]

Sarah umarła! Ta wiadomość nas totalnie zmroziła pomimo żaru lejącego się z nieba. Sarah, młoda /64 lata/ ciotka Kavu i matka Marigi, którą jakiś czas temu odwiedziliśmy w Londynie. Podobno […]

Wszystko znowu jest nie tak jak miało być…, miałam przyjechać i zaraz się wyprowadzić do innego mieszkania, bez insektów i z basenem. Tymczasem wygląda na to, jakbyśmy zasiedlali jednak własny […]